Może być tak, ponieważ wiele osób angażuje się w inicjatywy i działania niezgodne z ich wnętrzem i potrzebami. Mówią sobie “nie”, by innym powiedzieć “tak”. Wewnętrzny Wzbudzający Poczucie Winy Krytyk działa w grudniu na pełnych obrotach, bezwzględnie stawia do wewnętrznego pionu, do sprostania społecznym oczekiwaniom. To czas, gdy z wielką mocą ożywają schematy Samopoświęcenia, Uwikłania Emocjonalnego, Podporządkowania, Opuszczenia, Izolacji Społecznej.
Tradycja i rytuały mogą wspierać w realizowaniu ważnych dla nas wartości takich jak dbanie o bliskie relacje czy potrzeba wspólnego świętowania, kultywowania tożsamości i przynależności do ludzkiego stada.
Ale tak łatwo zewnętrzna tradycja może stać się wewnętrznym terrorem sprawiającym, że w okresie świąt gubimy własny głos i potrzeby, by zadowolić innych, by nie zawieść, by tradycji stało się zadość.
Silny, wręcz biologiczny lęk przed wyłamaniem się z zasad społeczności, przed ostracyzmem rodzinnym, krytyką i poczuciem winy popycha wiele osób w tryb podporządkowania i uległości. Działamy wtedy w oderwaniu od samych siebie, tracimy kontakt z naszym wnętrzem, naszymi autentycznymi potrzebami, a okres świąt przeżywamy w trybie przetrwania, czasem po prostu wyczekując ich końca. Bo koniec świąt oznacza początek powrotu do siebie.
Ten tryb odłączenia od samego siebie jest czymś nienaturalnym dla ludzkiej natury, która dąży do łączności oraz integracji stanów i doświadczeń. Jest też stanem niezwykle kosztownym energetycznie, prowadzi do wyczerpania, wypalenia życiowego. Gdy jesteśmy odłączeni od siebie, zablokowane są naturalne procesy samoregulacji. Przede wszystkim jednak ten tryb sprawia, że nie możemy być autentycznie blisko z tymi, których kochamy. A przecież głębszym sensem tradycji i rytuałów kulturowych, ich pierwotną funkcją było budowanie bliskości i tożsamości w ludzkim plemieniu, wzmacnianie ponadpokoleniowej więzi. Jednak by być autentycznie blisko z innymi, potrzebujemy być blisko sami ze sobą, poznać najpierw melodię własnego serca, a to trudne zadanie, gdy staramy się zaspokoić cudze oczekiwania. A przecież po to są święta, żebyśmy czuli się bezpiecznie.
W związku z tym czas świąt to dla wielu osób okres ambiwalencji i napięć na biegunach: autonomia – przywiązanie. Potrzeba więzi jest potrzebą biologiczną, ale ma również charakter egzystencjalny, dotyka najgłębszych punktów ludzkiej tożsamości, łączy z sensem życia. Chęć odwiedzenia dawno niewidzianej rodziny ściera się z potrzebą pozostania w kontakcie tylko z najbliższymi osobami (albo zupełnie samemu), ściera się z potrzebą pozostania w domu, odpoczynku i regeneracji. Być może z decyzją o nieobchodzeniu świąt w jakimkolwiek wymiarze. Możemy doświadczać poczucia winy, gdy podjęliśmy decyzję, by ten czas spędzić poza krajem, w innej części świata. Chęć sprostania wymogom tradycji i własnemu sumieniu ściera się z potrzebą autonomii i przeżywania życia na własnych zasadach, z pragnieniem tworzenia nowych, własnych rodzinnych tradycji i zwyczajów. Weryfikowania rytuałów, które służą wyłącznie opresyjnie rozumianemu dobru wspólnoty, a nie indywidualnemu dobrostanowi.
Jak zatem pogodzić bycie blisko z innymi i zaangażowanie w kultywowanie ważnych dla naszej społeczności tradycji z własnymi potrzebami? W sytuacjach, w których doświadczamy ambiwalencji lub pełnych napięcia dylematów, warto rozwijać w sobie umiejętność jaką jest elastyczność psychologiczna. Oznacza to, że potrafię być obecny i otwarty na swoje doświadczenie tu i teraz, potrafię dzięki temu zobaczyć moją wewnętrzną rzeczywistość w szerszym obrazku i jednocześnie umiem być ciekaw, jaka jest rzeczywistość wewnętrzna drugiej osoby, potrafię pozostać na nią otwarty. Nie staję się niewolnikiem czarno-białego, uproszczonego myślenia. Dzięki temu mogę wybrać działanie, które ma głębsze znaczenie i jest zgodne z moimi wartościami. Jednym z wyborów jest więc łączenie uważności na siebie z uważnością na innych. Wspólne poszukiwanie rozwiązań, które obejmują i szanują perspektywy dwóch stron zawsze jest działaniem na rzecz relacji i w jej sprawie. Myśleniem o relacji, jako wspólnym dobru, za który bierzemy razem odpowiedzialność. A o tym właśnie są święta – o tym, jak relacje współtworzyć, by być prawdziwie razem.
Czy będąc razem, rodziną, wspólnotą, umiemy równocześnie być odrębni? Czy dajemy sobie (wzajemnie) przestrzeń na to, być mieć inaczej, by myśleć inaczej, by chcieć inaczej?
Czy umiemy porzucić stan oczekiwań i wymagań, by przyjąć postawę akceptacji i szacunku?
A może jest mi tak trudno pożegnać oczekiwania wobec innych, bo sam jestem ofiarą własnych, bezwzględnych oczekiwań? W niczym sobie nie odpuszczam, więc nie zamierzam odpuścić też bliskim?
Czy możemy różnić się, nie zgadzać i jednocześnie być blisko? Kultywować w sobie zaciekawienie światem wewnętrznym drugiej osoby, szczególnie wtedy, gdy jest tak diametralnie odmienny od tego, co znam?
Czy chcę i czy umiem przyjąć informację zwrotną i czy widzę sens w podzieleniu się własną? Czy wiem, jak się podzielić uczuciami, by mój komunikat wzmocnił więź, która łączy mnie z adresatem?
Czy umiem z akceptacją przyjąć odmowę, bo rozumiem, że wolność i granice są niezbędne w przyjaźni, związku, bliskich relacjach?
Czy w obliczu rozdźwięków, napięć, różnicy zdań, odmiennych potrzeb, umiemy z niestrudzonym zaangażowaniem poszukiwać wspólnych wartości, które łączą nas pomimo różnic?
Czy ważniejsze jest dla mnie posiadanie racji, czy budowanie relacji?
I, za wspaniałą Marion Woodman, analityczką jungowską:
“Gdzie jesteśmy podobni? Jak możemy się połączyć? Gdzie jest miłość? Czy możesz mnie słuchać? Czy naprawdę słyszysz, co mówię? Czy mnie widzisz? Czy obchodzi cię, czy mnie widzisz, czy nie?”
Wierzę, że w pragnieniu przynależności do ludzkiego stada, można zachować też przynależność do samego siebie.
Z najlepszymi życzeniami takich świąt, jakich w 2024 roku potrzebujecie.
Dodaj komentarz